Return to site

Kilka słów o przynależności, tożsamości i kontemplacji

Kilka ostatnich tygodni w mojej głowie siedzi temat przynależności. Pytania o to gdzie, w jakich miejscach, wśród jakich ludzi, czy w jakich organizacjach czuję się jak u siebie. Jak u siebie czyli czuję się chciany, kochany i mam poczucie, że gdyby mnie zabrakło, to w tych miejscach byłaby dziura. Jednocześnie w jakich miejscach ja sam chcę być - i mam poczucie, że gdybym nie mógł - to miałbym jakąś pustkę w sercu.

Trafiłem w tym okresie na książkę Richarda Rohra "Spadać w górę", której podtytuł brzmi "Duchowość na obie połowy życia". A w niej na fragment: "Moje późniejsze życie przeżywałem w dużej mierze jako człowiek bez ojczyzny, który jednak mógł w każdym kraju czuć się jak u siebie w domu." Moja pierwsza myśl brzmiała: znam to, co w pierwszej części - nie do końca wiem jeszcze chyba jak to jest być w drugiej.

Zacząłem myśleć nad tym i modlić się - i miałem w pewnym momencie poczucie, że tak naprawdę nie chodzi o poczucie przynależności ze strony tego kto mnie w swoim gronie akceptuje - bardziej chodzi o to kim ja sam jestem - o poczucie tożsamości. O poczucie tożsamości, które wynika z tego, że tak naprawdę wiem kim jestem, co jest dla mnie ważne i nie szukam potwierdzenia tego w innych ludziach. Staję przed nimi mówiąc: Oto ja - taki jestem - i takim możecie mnie przyjąć, lub odrzucić.

Powiedzenie tego na głos jest z jednej strony aktem wielkiej odwagi, z drugiej strony - aktem wielkiej wrażliwości - bo wystawia nas na odrzucenie. Daje drugiemu władzę powiedzenia mi: "Nie jesteś w porządku, nie chcę mieć z tobą kontaktu." Jeśli to samo zrobimy mając na twarzy maskę, to to odrzucenie nie boli tak bardzo - mogę w końcu wobec siebie przyznać, że tak naprawdę to nie ja zostałem odrzucony - tylko postać, którą grałem. Tak jest bezpieczniej. Jednocześnie jednak istnieje koszt takiej gry - jeśli jesteśmy w masce, a ktoś powie - akceptuję cię takim jakim jesteś, to ja w głębi serca wiem też, że nie mówi o mnie - mówi o granej przeze mnie postaci. Pytanie o to, czy ktoś mnie akceptuję, czy mam miejsce do którego tak naprawdę przynależę nadal nie znajduje odpowiedzi.

Zastanawiałem się nad tym dalej. W końcu doszedłem do wniosku, że tak naprawdę silne poczucie tożsamości mogę zyskać jedynie przez kontemplację - przez wpatrywanie się w oblicze tego, który zna mnie najlepiej, tego, który mnie stworzył i którego akceptacja dla mnie nie gaśnie. Jedynie w Bożych oczach jestem w stanie znaleźć takie doświadczenie akceptacji, które da mi odwagę odkrywania się przed innymi, bez pytania ich o to, czy mnie zaakceptują. A jednocześnie taka kontemplacja jest przestrzenią upodabniania się do Tego, w którego się wpatruję.

Tym razem ten tekst nie był nigdzie wcześniej publikowany ;-) Natomiast jeśli stanowi dla Ciebie wartość - podaj go proszę dalej udostępniając gdzieś w social mediach. A jeśli tu jesteś pierwszy raz - to zapraszam tez do polubienia tej strony na Facebooku.

All Posts
×

Almost done…

We just sent you an email. Please click the link in the email to confirm your subscription!

OKSubscriptions powered by Strikingly